wtorek, 30 września 2008
komentarze (2) - o wszystkim - 23:02
Dziś będzie bardziej branżowo.
To, że jestem zwolennikiem web 2.0 wiedzą chyba wszyscy. Zresztą kto zrobił ten społecznościowy digart? :P
Ponad trzy lata temu przychodząc do Onetu zaszczepiłem ludzi dynamicznymi rozwiązaniami AJAXowymi, które wtedy też były postrzegane jako Web 2.0...
To czego nauczyłem się przez te lata to ostrożność w "zajawianiu się". Większość nowych rozwiązań jest na prawdę świetna i daje ogromne możliwości, ale muszą dojrzeć. Po jakimś czasie dopiero okazuje się, do czego coś się nie nadaje i zamiast ułatwiać to utrudnia życie...
Ostatnio zauważyłem modę na startupy. Ludzie tworzą bez żadnego pomyślunku serwisy społecznościowe i inne dziwne twory. Kompletnie nikogo nie interesują badania rynku czy perspektywy rozwoju - wszystko robi się po to, żeby znaleźć jakiegoś łosia, który kupi ten syf. Co z tworzeniem dla pasji i z pomysłem?
Podobnie w ostatnim czasie widzę coraz więcej maniaków Apple... Ludzi, którzy gotowi są wydać na sprzęt potrójną wartość przeciętnego laptopa i bronią tego choć nie mają tam niezbędnego do pracy oprogramowania. Lans przesłania użyteczność...
Lans, lans, lans i jeszcze raz lans. Bezmyślność inteligentnej części społeczeństwa zaczyna mnie powoli przerażać.
2 »
To, że jestem zwolennikiem web 2.0 wiedzą chyba wszyscy. Zresztą kto zrobił ten społecznościowy digart? :P
Ponad trzy lata temu przychodząc do Onetu zaszczepiłem ludzi dynamicznymi rozwiązaniami AJAXowymi, które wtedy też były postrzegane jako Web 2.0...
To czego nauczyłem się przez te lata to ostrożność w "zajawianiu się". Większość nowych rozwiązań jest na prawdę świetna i daje ogromne możliwości, ale muszą dojrzeć. Po jakimś czasie dopiero okazuje się, do czego coś się nie nadaje i zamiast ułatwiać to utrudnia życie...
Ostatnio zauważyłem modę na startupy. Ludzie tworzą bez żadnego pomyślunku serwisy społecznościowe i inne dziwne twory. Kompletnie nikogo nie interesują badania rynku czy perspektywy rozwoju - wszystko robi się po to, żeby znaleźć jakiegoś łosia, który kupi ten syf. Co z tworzeniem dla pasji i z pomysłem?
Podobnie w ostatnim czasie widzę coraz więcej maniaków Apple... Ludzi, którzy gotowi są wydać na sprzęt potrójną wartość przeciętnego laptopa i bronią tego choć nie mają tam niezbędnego do pracy oprogramowania. Lans przesłania użyteczność...
Lans, lans, lans i jeszcze raz lans. Bezmyślność inteligentnej części społeczeństwa zaczyna mnie powoli przerażać.
poniedziałek, 18 sierpnia 2008
komentarze (5) - o wszystkim - 22:31
Od pewnego czasu wszyscy emocjonują się prywatnością. Google złe, nasza klasa zła, internet zły...
Ale czy cała ta paranoja ma sens? Tak, ale tylko w pewnym sensie.
Z jednej strony fakt - nasza klasa pokazała, że o ludziach dowiedzieć się można wszystkiego i to bardzo łatwo. Przyznam, że w trakcie rekrutacji nie raz sięgaliśmy do profili na NK. Po co? Otóż w pracy zależy nam na ludziach którzy mają wiedzę, czują to czym by się zajmowali, ale również bardzo istotne jest tworzenie zgranego zespołu. Wielu ludzi nie ukrywa swoich danych i już choćby po zdjęciach czy komentarzach można łatwo sprawdzić jaki jest ich charakter. Może to w pewien sposób negatywne, ale nie mówię, że profil na NK decyduje o zaproszeniu na rozmowę lub nie. Stało się to po prostu jednym z wielu narzędzi analizy potencjalnych pracowników - kolejną podpowiedzią - nie jedyną.
Mój profil na NK jest ograniczony. Nie do przesady, ale jest. Nie pokazuję swoich zdjęć i komentarzy ludziom, którzy mnie nie znają. Nie udostępniam swojego numeru telefonu nawet im. Jeśli będą potrzebowali się skontaktować to udostępniam wystarczająco wiele dróg kontaktu.
Na wszystkich komputerach mam założone hasło. Na firmowym laptopie logowanie odbywa się poprzez czytnik linii papilarnych. Wszystkie moje sieci WiFi są zabezpieczone na kilku poziomach. Używam wielu haseł (w tym blisko 20-znakowych np. do logowania do banku). Pinów nie zapisuję. To nie jest paranoja - to zwykły rozsądek, który mnie nic nie kosztuje a odpowiednio blokuje dostęp do cennych dla mnie danych.
Nie narzekam na Googla. Używam kilku usług i nie boję się tego. To co z moimi danymi jest robione jest dla mnie jasne. Nie przeraża mnie fakt, że google potrafi podpowiadać na bazie moich preferencji wyniki wyszukiwania. Robi to w końcu automat. Ba! Dzięki temu moje życie jest łatwiejsze - nie muszę przegrzebywać kilkunastu stron wyników, skoro praktycznie zawsze to czego potrzebuję mam w pierwszych wynikach - po prostu google mnie "poznało".
Ludzie! Odpuśćcie sobie tę paranoję. Prywatność prywatnością - wystarczy używać internetu z głową. Widzieć potencjalne zagrożenia tam gdzie występują a nie w ułatwianiu życia przez internet.
Naturalnie - jeśli na NK zaczniesz rozpisywać się jak zażygałeś się u znajomego to sam jesteś sobie winien. Jeśli zrobisz to w prywatnej wiadomości - spoko. Jeśli zarejestrujesz się na jakimś "dziwnym" serwisie i zaczniesz się podpisywać imieniem i nazwiskiem - to też błąd.
Wszystko sprowadza się do rozsądku. Zanim coś zrobisz w sieci pomyśl jakie mogą być tego implikacje. Jeśli jest jakieś ryzyko - nie rób tego.
Paranoja prywatności ma jeszcze jeden aspekt - syndrom "wielkiego brata". Jest jakiś niezrozumiały dla mnie szał, że kiedyś zaczną nam wszczepiać chipy RFID. Boże! I co z tego?! Zamiast chodzić z 10 plastikami w portfelu wystarczy, że machnąłbym ręką przy kasie - czy to nie jest szybsze i wygodniejsze? Zamiast nosić pęk kluczy mógłbym machnąć ręką przed drzwiami do klatki i mieszkania. Już od dawna w firmie korzystamy z kart - kiedyś magnetycznych a od pewnego czasu zbliżeniowych. Nie wyobrażacie sobie jak to jest wygodne. Z miłą chęcią zamieniłbym to na niewielki wszczep. Po co miałbym nosić jeszcze jeden plastik?
Ktoś powie, że możliwe byłoby śledzenie co robię. Czysto teoretycznie tak. Ale co z tego? Nie mam się czego wstydzić i ukrywać a i tak już teraz noszę ze sobą kartę zbliżeniową wraz z kluczami do domu. A te z kolei wraz z bezprzewodową blokadą pojazdu. Już teraz gdyby czytniki były w każdym miejscu świata to byłbym do namierzenia. Gdyby coś mi się stało to będzie wiadomo gdzie mnie szukać.
PS. Wszyscy macie przy sobie telefony komórkowe. Jesteście do namierzenia w ciągu ułamka sekund - operator to może i są takie usługi. Wyłączenie komórki nic nie daje ponieważ i tak wtedy komunikuje się "w tle" z operatorem. Jaki sens w takim razie leży w straszeniu utratą prywatności skoro i tak już jej nie macie w takim zakresie jak 10 lat temu? I czy komuś to przeszkadza? Czy jesteście gotowi zerwać umowę z operatorem telekomunikacyjnym? Wątpię. Dlaczego? Bo żyje się lepiej! I o to w tym chodzi - żeby codzienne czynności były krótsze i prostsze.
A że wszystko ma swoją cenę? Cóż - inaczej wciąż drapalibyśmy po tyłku małpę siedzącą obok ;)
5 »
Ale czy cała ta paranoja ma sens? Tak, ale tylko w pewnym sensie.
Z jednej strony fakt - nasza klasa pokazała, że o ludziach dowiedzieć się można wszystkiego i to bardzo łatwo. Przyznam, że w trakcie rekrutacji nie raz sięgaliśmy do profili na NK. Po co? Otóż w pracy zależy nam na ludziach którzy mają wiedzę, czują to czym by się zajmowali, ale również bardzo istotne jest tworzenie zgranego zespołu. Wielu ludzi nie ukrywa swoich danych i już choćby po zdjęciach czy komentarzach można łatwo sprawdzić jaki jest ich charakter. Może to w pewien sposób negatywne, ale nie mówię, że profil na NK decyduje o zaproszeniu na rozmowę lub nie. Stało się to po prostu jednym z wielu narzędzi analizy potencjalnych pracowników - kolejną podpowiedzią - nie jedyną.
Mój profil na NK jest ograniczony. Nie do przesady, ale jest. Nie pokazuję swoich zdjęć i komentarzy ludziom, którzy mnie nie znają. Nie udostępniam swojego numeru telefonu nawet im. Jeśli będą potrzebowali się skontaktować to udostępniam wystarczająco wiele dróg kontaktu.
Na wszystkich komputerach mam założone hasło. Na firmowym laptopie logowanie odbywa się poprzez czytnik linii papilarnych. Wszystkie moje sieci WiFi są zabezpieczone na kilku poziomach. Używam wielu haseł (w tym blisko 20-znakowych np. do logowania do banku). Pinów nie zapisuję. To nie jest paranoja - to zwykły rozsądek, który mnie nic nie kosztuje a odpowiednio blokuje dostęp do cennych dla mnie danych.
Nie narzekam na Googla. Używam kilku usług i nie boję się tego. To co z moimi danymi jest robione jest dla mnie jasne. Nie przeraża mnie fakt, że google potrafi podpowiadać na bazie moich preferencji wyniki wyszukiwania. Robi to w końcu automat. Ba! Dzięki temu moje życie jest łatwiejsze - nie muszę przegrzebywać kilkunastu stron wyników, skoro praktycznie zawsze to czego potrzebuję mam w pierwszych wynikach - po prostu google mnie "poznało".
Ludzie! Odpuśćcie sobie tę paranoję. Prywatność prywatnością - wystarczy używać internetu z głową. Widzieć potencjalne zagrożenia tam gdzie występują a nie w ułatwianiu życia przez internet.
Naturalnie - jeśli na NK zaczniesz rozpisywać się jak zażygałeś się u znajomego to sam jesteś sobie winien. Jeśli zrobisz to w prywatnej wiadomości - spoko. Jeśli zarejestrujesz się na jakimś "dziwnym" serwisie i zaczniesz się podpisywać imieniem i nazwiskiem - to też błąd.
Wszystko sprowadza się do rozsądku. Zanim coś zrobisz w sieci pomyśl jakie mogą być tego implikacje. Jeśli jest jakieś ryzyko - nie rób tego.
Paranoja prywatności ma jeszcze jeden aspekt - syndrom "wielkiego brata". Jest jakiś niezrozumiały dla mnie szał, że kiedyś zaczną nam wszczepiać chipy RFID. Boże! I co z tego?! Zamiast chodzić z 10 plastikami w portfelu wystarczy, że machnąłbym ręką przy kasie - czy to nie jest szybsze i wygodniejsze? Zamiast nosić pęk kluczy mógłbym machnąć ręką przed drzwiami do klatki i mieszkania. Już od dawna w firmie korzystamy z kart - kiedyś magnetycznych a od pewnego czasu zbliżeniowych. Nie wyobrażacie sobie jak to jest wygodne. Z miłą chęcią zamieniłbym to na niewielki wszczep. Po co miałbym nosić jeszcze jeden plastik?
Ktoś powie, że możliwe byłoby śledzenie co robię. Czysto teoretycznie tak. Ale co z tego? Nie mam się czego wstydzić i ukrywać a i tak już teraz noszę ze sobą kartę zbliżeniową wraz z kluczami do domu. A te z kolei wraz z bezprzewodową blokadą pojazdu. Już teraz gdyby czytniki były w każdym miejscu świata to byłbym do namierzenia. Gdyby coś mi się stało to będzie wiadomo gdzie mnie szukać.
PS. Wszyscy macie przy sobie telefony komórkowe. Jesteście do namierzenia w ciągu ułamka sekund - operator to może i są takie usługi. Wyłączenie komórki nic nie daje ponieważ i tak wtedy komunikuje się "w tle" z operatorem. Jaki sens w takim razie leży w straszeniu utratą prywatności skoro i tak już jej nie macie w takim zakresie jak 10 lat temu? I czy komuś to przeszkadza? Czy jesteście gotowi zerwać umowę z operatorem telekomunikacyjnym? Wątpię. Dlaczego? Bo żyje się lepiej! I o to w tym chodzi - żeby codzienne czynności były krótsze i prostsze.
A że wszystko ma swoją cenę? Cóż - inaczej wciąż drapalibyśmy po tyłku małpę siedzącą obok ;)
sobota, 28 czerwca 2008
komentarze (33) - o wszystkim - 00:28
Ostatnio pojawił się wysyp różnych badań użytkowników naszej klasy...
Od początku irytował mnie proceder dodawania "nieznajomych znajomych". Jedna z pierwszych prac dotyczących naszej klasy tyczyła się m.in. właśnie tego. Autorka (o ile dobrze pamiętam) wysnuła wniosek, że profile na naszej klasie charakteryzują się głównie prezentacją siebie w sposób przeciwny do tego kim zapamiętać mogli cię znajomi ze szkolnych lat. I tak - jeśli byłeś sztywnym kujonem to prezentujesz się jako imprezowicz-luzak. Jeśli byłeś/byłaś nieatrakcyjna - pokazujesz się w bieliźnie itd. Jeśli z kolei nie miałeś wielu znajomych to dodajesz setki ludzi, których widziałeś raz w życiu...
Smutne? Smutne, ale to dopiero początek.
Wczoraj pojawił się kolejny artykuł nawiązujący do wspomnianego tematu. Tym razem autor analizował proceder tworzenia profili-grup. Mianowicie utworzył profil akceptujący każdego, kto czuje się wyjątkowy. Oczywiście dość szybko doszedł do astronomicznej ilości "znajomych" po czym zmienił nazwę na sugerującą bycie gejem lub lesbijką. Ot, "skoro jesteś głupi to za to zapłacisz". Genialne w swojej prostocie a jednocześnie obnażające i Naszą Klasę za możliwość zmiany danych osobowych (ilu z nas zmienia imię co jakiś czas?) bez żadnych ograniczeń...
Dziś natomiast pojawiło się kolejne badanie. Projekt Kasandra obnażający niektóre kobiety... Autor stworzył fikcyjny profil (ponoć) atrakcyjnego mężczyzny (w moim odczuciu atrakcyjnego dla gejów, ale widocznie się mylę) i zaczął zapraszać i akceptować wyłącznie atrakcyjne kobiety. W ciągu kilkudziesięciu godzin otrzymał kilkanaście propozycji stosunku seksualnego. Zarówno wolne jak i zajęte, zaręczone, rozwiedzione i zamężne kobiety gotowe były przespać się z nieznajomym! Wiele przekazało swój adres i zdjęcia (w tym amatorską pornografię)... Przerażające.
Jestem facetem, więc łatwiej mówić mi za siebie, niemniej jednak mężczyźni są wierni kobietom które kochają. Facet jest spolaryzowany na jedną osobę i chce zrobić wszystko co w jego mocy, aby ją uszczęśliwić. Może patrzeć na inne, oceniać je i ślinić się na ich widok, ale jeśli kocha swoją kobietę to jej nie zdradzi bez powodu... Facet nie ma tak mocnej potrzeby bycia podrywanym jak typowa kobieta. Jeśli jestem w związku to zawsze zaznaczam ten fakt nowo poznanej kobiecie - czy to delikatnie czy prosto w twarz, ale zaznaczam. Większość kobiet, które znam tego nie robi. Ciągną znajomość bo czują się pożądane. Mam wrażenie, że typowy facet jest mniej podatny na typ kobiety-wampa, z kolei kobiety UWIELBIAJĄ wręcz stereotypowego maczo... Nie spławią gościa choć potrafi je wkurzać. Ich potrzeba odczuwania jak są wspaniałe jest tak mocna! Niestety czasem obraca się to przeciwko nim - choćby jak w tym badaniu...
W "Projekcie Kasandra" badane są atrakcyjne kobiety... Ciekaw jestem jak kształtowałoby się to u kobiet mniej atrakcyjnych z wyglądu. Z jednej strony takie mogą być bardziej statyczne i nie będą tak ryzykowały (mają już kogoś i doceniają jego obecność) a z drugiej strony może zadziałać mechanizm łechtający ich ego (zwłaszcza jeśli czują się niedocenione) i skończy się tak samo... Warto to zbadać.
Tak czy inaczej w obu ostatnich artykułach "poszkodowani" mają możliwość wypowiedzenia się. Obraz który wyłania się z ich komentarzy jest równie przerażający jak najświeższe badanie. Praktycznie wszyscy wypowiadają się w sposób wysoce agresywny. Będący w grupie "geje i lesbijki" nie potrafią zrozumieć jak znaleźli się w tej społeczności. Sugeruje to, że nie potrafią wyłonić z listy znajomych profilu który się zmienił - ergo: nie znają swoich "znajomych" a i z myśleniem nie do końca jest dobrze... Z kolei badani w "Kasandrze" nie potrafią zrozumieć wyników. Nie są w stanie objąć tego swoim umysłem i zweryfikować swojego postępowania. Równie przerażające jak wyniki badania...
33 »
Od początku irytował mnie proceder dodawania "nieznajomych znajomych". Jedna z pierwszych prac dotyczących naszej klasy tyczyła się m.in. właśnie tego. Autorka (o ile dobrze pamiętam) wysnuła wniosek, że profile na naszej klasie charakteryzują się głównie prezentacją siebie w sposób przeciwny do tego kim zapamiętać mogli cię znajomi ze szkolnych lat. I tak - jeśli byłeś sztywnym kujonem to prezentujesz się jako imprezowicz-luzak. Jeśli byłeś/byłaś nieatrakcyjna - pokazujesz się w bieliźnie itd. Jeśli z kolei nie miałeś wielu znajomych to dodajesz setki ludzi, których widziałeś raz w życiu...
Smutne? Smutne, ale to dopiero początek.
Wczoraj pojawił się kolejny artykuł nawiązujący do wspomnianego tematu. Tym razem autor analizował proceder tworzenia profili-grup. Mianowicie utworzył profil akceptujący każdego, kto czuje się wyjątkowy. Oczywiście dość szybko doszedł do astronomicznej ilości "znajomych" po czym zmienił nazwę na sugerującą bycie gejem lub lesbijką. Ot, "skoro jesteś głupi to za to zapłacisz". Genialne w swojej prostocie a jednocześnie obnażające i Naszą Klasę za możliwość zmiany danych osobowych (ilu z nas zmienia imię co jakiś czas?) bez żadnych ograniczeń...
Dziś natomiast pojawiło się kolejne badanie. Projekt Kasandra obnażający niektóre kobiety... Autor stworzył fikcyjny profil (ponoć) atrakcyjnego mężczyzny (w moim odczuciu atrakcyjnego dla gejów, ale widocznie się mylę) i zaczął zapraszać i akceptować wyłącznie atrakcyjne kobiety. W ciągu kilkudziesięciu godzin otrzymał kilkanaście propozycji stosunku seksualnego. Zarówno wolne jak i zajęte, zaręczone, rozwiedzione i zamężne kobiety gotowe były przespać się z nieznajomym! Wiele przekazało swój adres i zdjęcia (w tym amatorską pornografię)... Przerażające.
Jestem facetem, więc łatwiej mówić mi za siebie, niemniej jednak mężczyźni są wierni kobietom które kochają. Facet jest spolaryzowany na jedną osobę i chce zrobić wszystko co w jego mocy, aby ją uszczęśliwić. Może patrzeć na inne, oceniać je i ślinić się na ich widok, ale jeśli kocha swoją kobietę to jej nie zdradzi bez powodu... Facet nie ma tak mocnej potrzeby bycia podrywanym jak typowa kobieta. Jeśli jestem w związku to zawsze zaznaczam ten fakt nowo poznanej kobiecie - czy to delikatnie czy prosto w twarz, ale zaznaczam. Większość kobiet, które znam tego nie robi. Ciągną znajomość bo czują się pożądane. Mam wrażenie, że typowy facet jest mniej podatny na typ kobiety-wampa, z kolei kobiety UWIELBIAJĄ wręcz stereotypowego maczo... Nie spławią gościa choć potrafi je wkurzać. Ich potrzeba odczuwania jak są wspaniałe jest tak mocna! Niestety czasem obraca się to przeciwko nim - choćby jak w tym badaniu...
W "Projekcie Kasandra" badane są atrakcyjne kobiety... Ciekaw jestem jak kształtowałoby się to u kobiet mniej atrakcyjnych z wyglądu. Z jednej strony takie mogą być bardziej statyczne i nie będą tak ryzykowały (mają już kogoś i doceniają jego obecność) a z drugiej strony może zadziałać mechanizm łechtający ich ego (zwłaszcza jeśli czują się niedocenione) i skończy się tak samo... Warto to zbadać.
Tak czy inaczej w obu ostatnich artykułach "poszkodowani" mają możliwość wypowiedzenia się. Obraz który wyłania się z ich komentarzy jest równie przerażający jak najświeższe badanie. Praktycznie wszyscy wypowiadają się w sposób wysoce agresywny. Będący w grupie "geje i lesbijki" nie potrafią zrozumieć jak znaleźli się w tej społeczności. Sugeruje to, że nie potrafią wyłonić z listy znajomych profilu który się zmienił - ergo: nie znają swoich "znajomych" a i z myśleniem nie do końca jest dobrze... Z kolei badani w "Kasandrze" nie potrafią zrozumieć wyników. Nie są w stanie objąć tego swoim umysłem i zweryfikować swojego postępowania. Równie przerażające jak wyniki badania...
środa, 11 czerwca 2008
komentarze (2) - o wszystkim - 23:43
Poszliśmy dzisiaj na "Opowieści z Narnii" - second edition.
Przyznaję, że nie oglądałem pierwszej części i jestem sceptycznie nastawiony do gatunku fantasy. Może to po prostu do mnie (jeszcze) nie dociera. Tak czy inaczej... Żałuję każdego grosza który wydałem na tą - ponad dwugodzinną katorgę...
Rozumiem co kryje się za "Władcą Pierścieni" gdyż cała trylogia ma zauważalne przesłanie.
Oglądnąłem też ostatnią część "Harrego Pottera" (żadnej wcześniejszej, a i ani jednej książki pióra J.K. Rowling w ręku nie miałem) i stwierdziłem "ok. może i coś w tym jest"...
Ale TO? Ten film nie niesie ŻADNEGO przesłania. Nic. Nic oprócz narastającego zdenerwowania.
OK. Zwierzątka są fajne. Słodkie wręcz. Są "flafi" i "kjut" ;) Ale... CO Z TEGO!?!? Historia jest płytka jak woda w brodziku.
Wszystko można streścić w kilku punktach:
- dzieci w Wielkiej Brytanii
- dzieci robią siup do Narnii
- zły pan chce zabić księcia (swoją drogą piękna z niego pani)
- dzieci sprzymierzają się z (zagrożonym wyginięciem) księciem
- zwierzątka też są sprzymierzone
- wszyscy się napierniczają, połowa umiera
- jeden się napieprza
- wszyscy się napieprzają
- król lew i drzewka ratują świat
- dziewczynka ratuje myszkę
- napisy.
Taki standard... Małe dzieci ratują świat i pokonują wielokrotnie większą armię. Do tego przemoc i jedna (obrzydzająca wg postaci z filmu) scena prawie pocałunku...
Wszyscy (oprócz mnie) zadowoleni:
- młodzi chłopcy bo jest dzielny ~15-letni książę z którym się utożsamiają
- młode dziewczynki bo jest ~7-letnia bohaterka widząca lewka
- nastolatki - bo jest prawie romantyczny wątek prawie miłości z prawie męskim prawie królem :>
Najgorsze jest to, że nie było w tym obrazie NIC poza górą efektów specjalnych. Byłem ich zwolennikiem do momentu (który nadszedł niedawno) gdy przestały być dodatkiem a stały się całym filmem. Ostatnio pojawiło się mnóstwo produkcji które są głupie, tępe, idiotyczne, proste (itd) a chcą nadrobić gigantycznym budżetem na efekciarstwo. Wybuchy, latające kamienie, sceny bijatyk trwające połowę filmu, gadające stworki itd... Kompletnie nic prócz chaosu... Nie jest dobrze.
Skupiam się na fabule, ale w tym filmie dodatkowo moją uwagę przykuło coś jeszcze. Kojarzycie takie morskie zwierzątka co mają wielki otwór gębowy i potrafią się przyssać do różnych powierzchni? Tak właśnie wyglądała jedna z głównych aktorek... W scenie gdzie głośno krzyczała byłem przerażony, że za chwilę może wywrócić się na lewą stronę...
2 »
Przyznaję, że nie oglądałem pierwszej części i jestem sceptycznie nastawiony do gatunku fantasy. Może to po prostu do mnie (jeszcze) nie dociera. Tak czy inaczej... Żałuję każdego grosza który wydałem na tą - ponad dwugodzinną katorgę...
Rozumiem co kryje się za "Władcą Pierścieni" gdyż cała trylogia ma zauważalne przesłanie.
Oglądnąłem też ostatnią część "Harrego Pottera" (żadnej wcześniejszej, a i ani jednej książki pióra J.K. Rowling w ręku nie miałem) i stwierdziłem "ok. może i coś w tym jest"...
Ale TO? Ten film nie niesie ŻADNEGO przesłania. Nic. Nic oprócz narastającego zdenerwowania.
OK. Zwierzątka są fajne. Słodkie wręcz. Są "flafi" i "kjut" ;) Ale... CO Z TEGO!?!? Historia jest płytka jak woda w brodziku.
Wszystko można streścić w kilku punktach:
- dzieci w Wielkiej Brytanii
- dzieci robią siup do Narnii
- zły pan chce zabić księcia (swoją drogą piękna z niego pani)
- dzieci sprzymierzają się z (zagrożonym wyginięciem) księciem
- zwierzątka też są sprzymierzone
- wszyscy się napierniczają, połowa umiera
- jeden się napieprza
- wszyscy się napieprzają
- król lew i drzewka ratują świat
- dziewczynka ratuje myszkę
- napisy.
Taki standard... Małe dzieci ratują świat i pokonują wielokrotnie większą armię. Do tego przemoc i jedna (obrzydzająca wg postaci z filmu) scena prawie pocałunku...
Wszyscy (oprócz mnie) zadowoleni:
- młodzi chłopcy bo jest dzielny ~15-letni książę z którym się utożsamiają
- młode dziewczynki bo jest ~7-letnia bohaterka widząca lewka
- nastolatki - bo jest prawie romantyczny wątek prawie miłości z prawie męskim prawie królem :>
Najgorsze jest to, że nie było w tym obrazie NIC poza górą efektów specjalnych. Byłem ich zwolennikiem do momentu (który nadszedł niedawno) gdy przestały być dodatkiem a stały się całym filmem. Ostatnio pojawiło się mnóstwo produkcji które są głupie, tępe, idiotyczne, proste (itd) a chcą nadrobić gigantycznym budżetem na efekciarstwo. Wybuchy, latające kamienie, sceny bijatyk trwające połowę filmu, gadające stworki itd... Kompletnie nic prócz chaosu... Nie jest dobrze.
Skupiam się na fabule, ale w tym filmie dodatkowo moją uwagę przykuło coś jeszcze. Kojarzycie takie morskie zwierzątka co mają wielki otwór gębowy i potrafią się przyssać do różnych powierzchni? Tak właśnie wyglądała jedna z głównych aktorek... W scenie gdzie głośno krzyczała byłem przerażony, że za chwilę może wywrócić się na lewą stronę...
niedziela, 6 kwietnia 2008
komentarze (3) - o wszystkim - 21:10
Od jakiegoś czasu poznaję coraz więcej ludzi zainteresowanych swoim regionem, ale zainteresowanych - powiedziałbym - "aktywnie". W końcu zaczynamy powoli zmierzać do prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego, które zamiast jęczeć, że coś jest "nie tak" po prostu bierze się do roboty :)
Nie byłbym sobą, gdybym nie odniósł tego spostrzeżenia do świata mediów ;) Swego czasu TVN stwierdził "W 2008 roku uruchamiamy TVN Warszawa". Pomysł wydał mi się wtedy kompletnym pudłem. W końcu ilu jest w warszawie prawdziwych i zainteresowanych czymkolwiek poza pracą w korporacjach, warszawiaków? Minęło jednak trochę czasu i - o ile wciąż jestem niepewny co do kanłu lokalnego w Warszawie - moje zdanie trochę się zmieniło... Pamiętam jak startowała TV Kraków i nie tak dawno widziałem jak kanał ten (i inne lokalne stacje TVP) umierał, stając się amatorsko realizowaną i pseudo-informacyjną TVP3... Radiostacje lokalne również walczą o typowego słuchacza stacji typu RMF czy Zet. Swego czasu dość lokalne krakowskie BlueFM zostało zabite a w jego miejsce powstała Eska czy RMF Maxxx, które nie mają nic wspólnego z lokalnością... Jeśli TVN odpali podobny kanał lokalny w Krakowie (a już ponoć ogłaszano takie plany) to może to być dobry pomysł. Od tygodnia działa już TVS (TV Silesia) na śląsku, mam okazję oglądać jej program przez satelitę i jestem pozytywnie zszokowany! Stacja lokalna nadająca same autorskie audycje a przygotowywana jest na najwyższym technologicznym (bo w HD) i jakościowym (czołówki, jingle, grafika ekranowa) poziomie! Jeśli taka jest wizja przyszłych kanałów poruszających ważne problemy mojego województwa to jestem ZA wszystkimi członkami! :)
3 »
Nie byłbym sobą, gdybym nie odniósł tego spostrzeżenia do świata mediów ;) Swego czasu TVN stwierdził "W 2008 roku uruchamiamy TVN Warszawa". Pomysł wydał mi się wtedy kompletnym pudłem. W końcu ilu jest w warszawie prawdziwych i zainteresowanych czymkolwiek poza pracą w korporacjach, warszawiaków? Minęło jednak trochę czasu i - o ile wciąż jestem niepewny co do kanłu lokalnego w Warszawie - moje zdanie trochę się zmieniło... Pamiętam jak startowała TV Kraków i nie tak dawno widziałem jak kanał ten (i inne lokalne stacje TVP) umierał, stając się amatorsko realizowaną i pseudo-informacyjną TVP3... Radiostacje lokalne również walczą o typowego słuchacza stacji typu RMF czy Zet. Swego czasu dość lokalne krakowskie BlueFM zostało zabite a w jego miejsce powstała Eska czy RMF Maxxx, które nie mają nic wspólnego z lokalnością... Jeśli TVN odpali podobny kanał lokalny w Krakowie (a już ponoć ogłaszano takie plany) to może to być dobry pomysł. Od tygodnia działa już TVS (TV Silesia) na śląsku, mam okazję oglądać jej program przez satelitę i jestem pozytywnie zszokowany! Stacja lokalna nadająca same autorskie audycje a przygotowywana jest na najwyższym technologicznym (bo w HD) i jakościowym (czołówki, jingle, grafika ekranowa) poziomie! Jeśli taka jest wizja przyszłych kanałów poruszających ważne problemy mojego województwa to jestem ZA wszystkimi członkami! :)