wtorek, 30 czerwca 2009
komentarze (2) - o wszystkim - 00:31
Ostatnio zajmuję się dość dużym i ważnym projektem. To i pewna ilość spotkań w której uczestniczę, luźne rozmowy i spotkania poza pracą pokazują mi coraz częściej, że z jednej strony jestem wciąż cholernie młody a z drugiej, iż ogrom ludzi w moim otoczeniu jest w życiu daleko przede mną. To wszystko w połączeniu z pewnymi dość znaczącymi zmianami w moim życiu dało mi do myślenia...
Byłem znowu w Warszawskim Onecie - tym razem trochę dłużej niż standardowe kilka godzin. To co mnie uderzyło to to, że praca w tej samej firmie a w innym mieście wygląda jednak nieco inaczej. Nie, nie mogę powiedzieć, żeby było w jakikolwiek sposób gorzej. Nie - to nie tak. Mam na myśli raczej to, że w Warszawie rzeczywiście praca wpływa na życie i jest to wpływ znacząco inny niż ten do którego przywykłem.
Ja uwielbiam swoją pracę. Robię to co na prawdę lubię i czuję, że tu się realizuję. Lubię czasem trzymając laptopa na łóżku zerknąć na firmową pocztę (ot tak o 1-2 w nocy na przykład) - czasem nawet wyskrobię jakiegoś maila (czy to jako odpowiedź czy to jako "wniosek racjonalizatorski"). Niemniej wciąż ta praca nie definiuje mojej osoby - nie wpływa znacząco na moje życie prywatne. Nie odbiera mi takowego i nie kieruje mną. Potrafię skończyć pracę po 8 godzinach gdy mam się z kimś spotkać. Ludzie są priorytetem - nie dłubanie przed monitorami. Mam wrażenie, że Warszawa ma inaczej. Tam, czasem wydaje mi się, że ludzie siedzą w pracy do późnego wieczora a potem kontynuują ją w domu. Czy to ma sens? Z pewnością niektóre rzeczy zrobisz szybciej, ale... Jakim kosztem?
A może w moim oddziale po prostu jest "dziwnie" i "rodzinnie"?
2 »
Byłem znowu w Warszawskim Onecie - tym razem trochę dłużej niż standardowe kilka godzin. To co mnie uderzyło to to, że praca w tej samej firmie a w innym mieście wygląda jednak nieco inaczej. Nie, nie mogę powiedzieć, żeby było w jakikolwiek sposób gorzej. Nie - to nie tak. Mam na myśli raczej to, że w Warszawie rzeczywiście praca wpływa na życie i jest to wpływ znacząco inny niż ten do którego przywykłem.
Ja uwielbiam swoją pracę. Robię to co na prawdę lubię i czuję, że tu się realizuję. Lubię czasem trzymając laptopa na łóżku zerknąć na firmową pocztę (ot tak o 1-2 w nocy na przykład) - czasem nawet wyskrobię jakiegoś maila (czy to jako odpowiedź czy to jako "wniosek racjonalizatorski"). Niemniej wciąż ta praca nie definiuje mojej osoby - nie wpływa znacząco na moje życie prywatne. Nie odbiera mi takowego i nie kieruje mną. Potrafię skończyć pracę po 8 godzinach gdy mam się z kimś spotkać. Ludzie są priorytetem - nie dłubanie przed monitorami. Mam wrażenie, że Warszawa ma inaczej. Tam, czasem wydaje mi się, że ludzie siedzą w pracy do późnego wieczora a potem kontynuują ją w domu. Czy to ma sens? Z pewnością niektóre rzeczy zrobisz szybciej, ale... Jakim kosztem?
A może w moim oddziale po prostu jest "dziwnie" i "rodzinnie"?
sobota, 28 marca 2009
komentarze (67) - o wszystkim - 14:21
Dzisiaj co bardziej "ekologiczni" i "uświadomieni" zabawią się w wyłączanie światła. Super ;) Ja planuję wtedy zwiększone zużycie - w naturze w końcu wszystko musi wyjśc na zero, nie? ;P
Dlaczego więc olewam tę sprawę? Odpowiedź jest prosta. Tak jak mamy mięsożerców (to ja), wegetarian i wegan (uważam, że weganie to jakieś dziwne zjawisko, żeby nie powiedzień "krańcowa głupota") tak absolutnie rozumiem podstawowe zasady ekologii, ale nie rozumiem idiotyzmu wyłączania światła. Otóż uważam za słuszne segregację śmieci, nie wylewanie np. oleju do rzek, nie wyrzucanie zużytych baterii do kosza (w końcu to toksyczne związki, które przedostają się do rzek) ale wyłączanie świateł? Że niby to ograniczy emisję CO2? Nie ograniczy - elektrownie będą pracowały na takich samych obrotach, wyprodukowana energia się zmarnuje (bo produkcja energii jest w krótkich przedziałach czasu stała, niezależnie od obciążenia sieci). Emisja CO2? Nie, to jest już robienie sieczki z mózgu naiwnych ludzi - ludzkość produkuje tylko 4% CO2. Więcej od nas tworzą krowie placki (tak, poważnie!). Nie jesteśmy w stanie wpłynąć na tzw "globalne ocieplenie". Nikt jakoś nie pomyślał, że ziemia (tak jak i słońce) żyje własnymi cyklami. Przez dziesięciolecia temperatura spada aby potem wzrosnąć - i tu nie ma nic dziwnego bo cykl się powtarza. Nagłe przerażenie, że to ocieplenie jest wynikiem naszych działań to ewidentny przejaw przerośniętego ego ludzi i przeświadczenia, że możemy więcej od natury. Bullshit.
Już całkiem niedawno okazało się, że ekolodzi de facto odebrali żywność krajom rozwijającym się. Dlaczego? Ekopaliwa. Okazuje się, że zamiast sprzedawać produkty rolne jako pożywienie, bardziej opłaca się sprzedać je na paliwo. A to, że przy okazji w procesie przetwarzania paliwa wydziela się ogromne ilości zanieczyszczeń? Ooops? Okazuje się, że ekopaliwa wraz z ich wytworzeniem są gorsze dla przyrody niż standardowa ropa.
Moda na ekologiczne auta. Toyota Prius anybody? Spala niewiele mniej paliwa, jest modna i w ogóle, ale - ojej- co się okazuje? Wytworzenie tego samochodu jest nie dość, że kosztowniejsze to materiały w nim użyte są groźniejsze dla przyrody (kwas w akumulatorach? specyficzne materiały).
Torby ekologiczne? Już przywykliśmy do tego, że są płatne. Nie dość, że sklepy sprzedją je po cenach kilkukrotnie wyższych od kosztów wytworzenia to toreb tych zabieramy więcej. Przecież bardzo często są one niewytrzymałe i nawet nie można ich użyć jako worków na śmieci. Co więc robimy? Zużywamy ich więcej! Co gorsza okazuje się, że torby ekologiczne są mniej ekologiczne bo w czasie rozkładu tak na prawdę się nie rozkładają (w prawdziwym tego słowa znaczeniu) a jedynie rozsypują co stanowi większe zagrożenie dla wszelkich żyjątek.
Ekologia jest dobra gdy robi się to z głową. Gdy bierze się pod uwagę ogrom naczyń powiązanych. Nie można stwierdzić, że jeden pozornie pozytywny gest nie pociągnie za sobą dużo większego zniszczenia.
PS. Tak, jestem za sortowaniem śmieci. Tak, kupując wszelkie produkty agd/rtv biorę również pod uwagę ich użycie energii. W przypadku samochodów uwaażam za godne i zbawienne silniki z bardzo małym spalaniem. Rzecz w tym, że myślę o tym głownie ze względu na własny budżet, który zawsze dobrze jest oszczędzać. Nie wykazuje się ekoślepym spojrzeniem - biorę pod uwagę wiele innych czynników.
AKTUALIZACJA
Do wszelkich uwag odniosłem się w komentarzu. Dziękuję za takowe :)
67 »
Dlaczego więc olewam tę sprawę? Odpowiedź jest prosta. Tak jak mamy mięsożerców (to ja), wegetarian i wegan (uważam, że weganie to jakieś dziwne zjawisko, żeby nie powiedzień "krańcowa głupota") tak absolutnie rozumiem podstawowe zasady ekologii, ale nie rozumiem idiotyzmu wyłączania światła. Otóż uważam za słuszne segregację śmieci, nie wylewanie np. oleju do rzek, nie wyrzucanie zużytych baterii do kosza (w końcu to toksyczne związki, które przedostają się do rzek) ale wyłączanie świateł? Że niby to ograniczy emisję CO2? Nie ograniczy - elektrownie będą pracowały na takich samych obrotach, wyprodukowana energia się zmarnuje (bo produkcja energii jest w krótkich przedziałach czasu stała, niezależnie od obciążenia sieci). Emisja CO2? Nie, to jest już robienie sieczki z mózgu naiwnych ludzi - ludzkość produkuje tylko 4% CO2. Więcej od nas tworzą krowie placki (tak, poważnie!). Nie jesteśmy w stanie wpłynąć na tzw "globalne ocieplenie". Nikt jakoś nie pomyślał, że ziemia (tak jak i słońce) żyje własnymi cyklami. Przez dziesięciolecia temperatura spada aby potem wzrosnąć - i tu nie ma nic dziwnego bo cykl się powtarza. Nagłe przerażenie, że to ocieplenie jest wynikiem naszych działań to ewidentny przejaw przerośniętego ego ludzi i przeświadczenia, że możemy więcej od natury. Bullshit.
Już całkiem niedawno okazało się, że ekolodzi de facto odebrali żywność krajom rozwijającym się. Dlaczego? Ekopaliwa. Okazuje się, że zamiast sprzedawać produkty rolne jako pożywienie, bardziej opłaca się sprzedać je na paliwo. A to, że przy okazji w procesie przetwarzania paliwa wydziela się ogromne ilości zanieczyszczeń? Ooops? Okazuje się, że ekopaliwa wraz z ich wytworzeniem są gorsze dla przyrody niż standardowa ropa.
Moda na ekologiczne auta. Toyota Prius anybody? Spala niewiele mniej paliwa, jest modna i w ogóle, ale - ojej- co się okazuje? Wytworzenie tego samochodu jest nie dość, że kosztowniejsze to materiały w nim użyte są groźniejsze dla przyrody (kwas w akumulatorach? specyficzne materiały).
Torby ekologiczne? Już przywykliśmy do tego, że są płatne. Nie dość, że sklepy sprzedją je po cenach kilkukrotnie wyższych od kosztów wytworzenia to toreb tych zabieramy więcej. Przecież bardzo często są one niewytrzymałe i nawet nie można ich użyć jako worków na śmieci. Co więc robimy? Zużywamy ich więcej! Co gorsza okazuje się, że torby ekologiczne są mniej ekologiczne bo w czasie rozkładu tak na prawdę się nie rozkładają (w prawdziwym tego słowa znaczeniu) a jedynie rozsypują co stanowi większe zagrożenie dla wszelkich żyjątek.
Ekologia jest dobra gdy robi się to z głową. Gdy bierze się pod uwagę ogrom naczyń powiązanych. Nie można stwierdzić, że jeden pozornie pozytywny gest nie pociągnie za sobą dużo większego zniszczenia.
PS. Tak, jestem za sortowaniem śmieci. Tak, kupując wszelkie produkty agd/rtv biorę również pod uwagę ich użycie energii. W przypadku samochodów uwaażam za godne i zbawienne silniki z bardzo małym spalaniem. Rzecz w tym, że myślę o tym głownie ze względu na własny budżet, który zawsze dobrze jest oszczędzać. Nie wykazuje się ekoślepym spojrzeniem - biorę pod uwagę wiele innych czynników.
AKTUALIZACJA
Do wszelkich uwag odniosłem się w komentarzu. Dziękuję za takowe :)
środa, 31 grudnia 2008
komentarze (9) - o wszystkim - 10:30
Z gory przepraszam za brak polskich znakow, ale pisze te notke przez telefon komorkowy ;)
Od pewnego czasu coraz mniej obchodzi mnie religia - nie tylko ta "nasza". I zeby bylo jasne: nie palam jakas nienawiscia do ksiezy - sam znam takich ktorzy sa naprawde rzeczowi i rozsadni. Niesamowicie natomiast irytuje mnie ignorancja, glupota i zasciankowosc wyzej postawionych panow w sutannach. Mam szczerze dosc sluchania ich, niczym nie popartych, teorii o malzenstwach. Mam dosc traktowania homoseksualistow jako chorych ludzi (bo przeciez takie jest stanowisko kosciola). ponoc wszyscy ludzie sa rowni i kazdemu nalezy sie szacunek - nie rozumiem wiec dlaczego im nie? Miarka przebrala sie jednak gdy zaczeto bezmyslnie potepiac invitro. Ja wiem, ze oni nie zetkna sie z takim problemem, ale dlaczego wiec wypowiadaja sie w tej kwestii? Dlaczego do ciezkiej cholery nie pozwalaja ludziom cieszyc sie dzieckiem? Czy rola kosciola jest odbieranie ludziom marzen? Czy ich rola jest ograniczanie wolnej woli (ktora ponoc dal nam Bog)? Dlaczego to oni podejmuja decyzje? Dlaczego ich zaangazowanie w ustawe ma rowniez zdefiniowac co moga a czego nei moga ludzie innej wiary lub ateisci? Jak mozna przyjmowac, ze wszyscy wierza i do tego w te jedynie sluszna wiare?
Stosunkowo dawno temu przekonalem sie osobiscie jak nieodpowiedzialni i zacofani sa przedstawiciele kosciola i kosciol jako taki - kolejny porod znajomej moze byc dla niej smiertelny, ale ksiadz nie pozwolil na operacje minimalizujaca takie ryzyko, wiec tym samym wg mnie bedzie odpowiedzialny za smierc osiby wierzacej - tyle, ze nikt nie poniesie tego konsekwencji.
Tak wiec dziekuje kosciolowi za pokazanie i utwierdzenie mnie w obranej drodze. Drodze, bez kosciola jako klocacego sie z moimi przekonaniami i mna samym. Szkoda tylko, ze mimo wszystko ten kosciol wciaz bedzie mnie scigal i na sile decydowal o tym co jest dobre a co zle narzucajac mi swoja wole.
Chore.....
9 »
Od pewnego czasu coraz mniej obchodzi mnie religia - nie tylko ta "nasza". I zeby bylo jasne: nie palam jakas nienawiscia do ksiezy - sam znam takich ktorzy sa naprawde rzeczowi i rozsadni. Niesamowicie natomiast irytuje mnie ignorancja, glupota i zasciankowosc wyzej postawionych panow w sutannach. Mam szczerze dosc sluchania ich, niczym nie popartych, teorii o malzenstwach. Mam dosc traktowania homoseksualistow jako chorych ludzi (bo przeciez takie jest stanowisko kosciola). ponoc wszyscy ludzie sa rowni i kazdemu nalezy sie szacunek - nie rozumiem wiec dlaczego im nie? Miarka przebrala sie jednak gdy zaczeto bezmyslnie potepiac invitro. Ja wiem, ze oni nie zetkna sie z takim problemem, ale dlaczego wiec wypowiadaja sie w tej kwestii? Dlaczego do ciezkiej cholery nie pozwalaja ludziom cieszyc sie dzieckiem? Czy rola kosciola jest odbieranie ludziom marzen? Czy ich rola jest ograniczanie wolnej woli (ktora ponoc dal nam Bog)? Dlaczego to oni podejmuja decyzje? Dlaczego ich zaangazowanie w ustawe ma rowniez zdefiniowac co moga a czego nei moga ludzie innej wiary lub ateisci? Jak mozna przyjmowac, ze wszyscy wierza i do tego w te jedynie sluszna wiare?
Stosunkowo dawno temu przekonalem sie osobiscie jak nieodpowiedzialni i zacofani sa przedstawiciele kosciola i kosciol jako taki - kolejny porod znajomej moze byc dla niej smiertelny, ale ksiadz nie pozwolil na operacje minimalizujaca takie ryzyko, wiec tym samym wg mnie bedzie odpowiedzialny za smierc osiby wierzacej - tyle, ze nikt nie poniesie tego konsekwencji.
Tak wiec dziekuje kosciolowi za pokazanie i utwierdzenie mnie w obranej drodze. Drodze, bez kosciola jako klocacego sie z moimi przekonaniami i mna samym. Szkoda tylko, ze mimo wszystko ten kosciol wciaz bedzie mnie scigal i na sile decydowal o tym co jest dobre a co zle narzucajac mi swoja wole.
Chore.....
wtorek, 30 września 2008
komentarze (6) - o wszystkim - 23:02
Dziś będzie bardziej branżowo.
To, że jestem zwolennikiem web 2.0 wiedzą chyba wszyscy. Zresztą kto zrobił ten społecznościowy digart? :P
Ponad trzy lata temu przychodząc do Onetu zaszczepiłem ludzi dynamicznymi rozwiązaniami AJAXowymi, które wtedy też były postrzegane jako Web 2.0...
To czego nauczyłem się przez te lata to ostrożność w "zajawianiu się". Większość nowych rozwiązań jest na prawdę świetna i daje ogromne możliwości, ale muszą dojrzeć. Po jakimś czasie dopiero okazuje się, do czego coś się nie nadaje i zamiast ułatwiać to utrudnia życie...
Ostatnio zauważyłem modę na startupy. Ludzie tworzą bez żadnego pomyślunku serwisy społecznościowe i inne dziwne twory. Kompletnie nikogo nie interesują badania rynku czy perspektywy rozwoju - wszystko robi się po to, żeby znaleźć jakiegoś łosia, który kupi ten syf. Co z tworzeniem dla pasji i z pomysłem?
Podobnie w ostatnim czasie widzę coraz więcej maniaków Apple... Ludzi, którzy gotowi są wydać na sprzęt potrójną wartość przeciętnego laptopa i bronią tego choć nie mają tam niezbędnego do pracy oprogramowania. Lans przesłania użyteczność...
Lans, lans, lans i jeszcze raz lans. Bezmyślność inteligentnej części społeczeństwa zaczyna mnie powoli przerażać.
6 »
To, że jestem zwolennikiem web 2.0 wiedzą chyba wszyscy. Zresztą kto zrobił ten społecznościowy digart? :P
Ponad trzy lata temu przychodząc do Onetu zaszczepiłem ludzi dynamicznymi rozwiązaniami AJAXowymi, które wtedy też były postrzegane jako Web 2.0...
To czego nauczyłem się przez te lata to ostrożność w "zajawianiu się". Większość nowych rozwiązań jest na prawdę świetna i daje ogromne możliwości, ale muszą dojrzeć. Po jakimś czasie dopiero okazuje się, do czego coś się nie nadaje i zamiast ułatwiać to utrudnia życie...
Ostatnio zauważyłem modę na startupy. Ludzie tworzą bez żadnego pomyślunku serwisy społecznościowe i inne dziwne twory. Kompletnie nikogo nie interesują badania rynku czy perspektywy rozwoju - wszystko robi się po to, żeby znaleźć jakiegoś łosia, który kupi ten syf. Co z tworzeniem dla pasji i z pomysłem?
Podobnie w ostatnim czasie widzę coraz więcej maniaków Apple... Ludzi, którzy gotowi są wydać na sprzęt potrójną wartość przeciętnego laptopa i bronią tego choć nie mają tam niezbędnego do pracy oprogramowania. Lans przesłania użyteczność...
Lans, lans, lans i jeszcze raz lans. Bezmyślność inteligentnej części społeczeństwa zaczyna mnie powoli przerażać.
poniedziałek, 18 sierpnia 2008
komentarze (5) - o wszystkim - 22:31
Od pewnego czasu wszyscy emocjonują się prywatnością. Google złe, nasza klasa zła, internet zły...
Ale czy cała ta paranoja ma sens? Tak, ale tylko w pewnym sensie.
Z jednej strony fakt - nasza klasa pokazała, że o ludziach dowiedzieć się można wszystkiego i to bardzo łatwo. Przyznam, że w trakcie rekrutacji nie raz sięgaliśmy do profili na NK. Po co? Otóż w pracy zależy nam na ludziach którzy mają wiedzę, czują to czym by się zajmowali, ale również bardzo istotne jest tworzenie zgranego zespołu. Wielu ludzi nie ukrywa swoich danych i już choćby po zdjęciach czy komentarzach można łatwo sprawdzić jaki jest ich charakter. Może to w pewien sposób negatywne, ale nie mówię, że profil na NK decyduje o zaproszeniu na rozmowę lub nie. Stało się to po prostu jednym z wielu narzędzi analizy potencjalnych pracowników - kolejną podpowiedzią - nie jedyną.
Mój profil na NK jest ograniczony. Nie do przesady, ale jest. Nie pokazuję swoich zdjęć i komentarzy ludziom, którzy mnie nie znają. Nie udostępniam swojego numeru telefonu nawet im. Jeśli będą potrzebowali się skontaktować to udostępniam wystarczająco wiele dróg kontaktu.
Na wszystkich komputerach mam założone hasło. Na firmowym laptopie logowanie odbywa się poprzez czytnik linii papilarnych. Wszystkie moje sieci WiFi są zabezpieczone na kilku poziomach. Używam wielu haseł (w tym blisko 20-znakowych np. do logowania do banku). Pinów nie zapisuję. To nie jest paranoja - to zwykły rozsądek, który mnie nic nie kosztuje a odpowiednio blokuje dostęp do cennych dla mnie danych.
Nie narzekam na Googla. Używam kilku usług i nie boję się tego. To co z moimi danymi jest robione jest dla mnie jasne. Nie przeraża mnie fakt, że google potrafi podpowiadać na bazie moich preferencji wyniki wyszukiwania. Robi to w końcu automat. Ba! Dzięki temu moje życie jest łatwiejsze - nie muszę przegrzebywać kilkunastu stron wyników, skoro praktycznie zawsze to czego potrzebuję mam w pierwszych wynikach - po prostu google mnie "poznało".
Ludzie! Odpuśćcie sobie tę paranoję. Prywatność prywatnością - wystarczy używać internetu z głową. Widzieć potencjalne zagrożenia tam gdzie występują a nie w ułatwianiu życia przez internet.
Naturalnie - jeśli na NK zaczniesz rozpisywać się jak zażygałeś się u znajomego to sam jesteś sobie winien. Jeśli zrobisz to w prywatnej wiadomości - spoko. Jeśli zarejestrujesz się na jakimś "dziwnym" serwisie i zaczniesz się podpisywać imieniem i nazwiskiem - to też błąd.
Wszystko sprowadza się do rozsądku. Zanim coś zrobisz w sieci pomyśl jakie mogą być tego implikacje. Jeśli jest jakieś ryzyko - nie rób tego.
Paranoja prywatności ma jeszcze jeden aspekt - syndrom "wielkiego brata". Jest jakiś niezrozumiały dla mnie szał, że kiedyś zaczną nam wszczepiać chipy RFID. Boże! I co z tego?! Zamiast chodzić z 10 plastikami w portfelu wystarczy, że machnąłbym ręką przy kasie - czy to nie jest szybsze i wygodniejsze? Zamiast nosić pęk kluczy mógłbym machnąć ręką przed drzwiami do klatki i mieszkania. Już od dawna w firmie korzystamy z kart - kiedyś magnetycznych a od pewnego czasu zbliżeniowych. Nie wyobrażacie sobie jak to jest wygodne. Z miłą chęcią zamieniłbym to na niewielki wszczep. Po co miałbym nosić jeszcze jeden plastik?
Ktoś powie, że możliwe byłoby śledzenie co robię. Czysto teoretycznie tak. Ale co z tego? Nie mam się czego wstydzić i ukrywać a i tak już teraz noszę ze sobą kartę zbliżeniową wraz z kluczami do domu. A te z kolei wraz z bezprzewodową blokadą pojazdu. Już teraz gdyby czytniki były w każdym miejscu świata to byłbym do namierzenia. Gdyby coś mi się stało to będzie wiadomo gdzie mnie szukać.
PS. Wszyscy macie przy sobie telefony komórkowe. Jesteście do namierzenia w ciągu ułamka sekund - operator to może i są takie usługi. Wyłączenie komórki nic nie daje ponieważ i tak wtedy komunikuje się "w tle" z operatorem. Jaki sens w takim razie leży w straszeniu utratą prywatności skoro i tak już jej nie macie w takim zakresie jak 10 lat temu? I czy komuś to przeszkadza? Czy jesteście gotowi zerwać umowę z operatorem telekomunikacyjnym? Wątpię. Dlaczego? Bo żyje się lepiej! I o to w tym chodzi - żeby codzienne czynności były krótsze i prostsze.
A że wszystko ma swoją cenę? Cóż - inaczej wciąż drapalibyśmy po tyłku małpę siedzącą obok ;)
5 »
Ale czy cała ta paranoja ma sens? Tak, ale tylko w pewnym sensie.
Z jednej strony fakt - nasza klasa pokazała, że o ludziach dowiedzieć się można wszystkiego i to bardzo łatwo. Przyznam, że w trakcie rekrutacji nie raz sięgaliśmy do profili na NK. Po co? Otóż w pracy zależy nam na ludziach którzy mają wiedzę, czują to czym by się zajmowali, ale również bardzo istotne jest tworzenie zgranego zespołu. Wielu ludzi nie ukrywa swoich danych i już choćby po zdjęciach czy komentarzach można łatwo sprawdzić jaki jest ich charakter. Może to w pewien sposób negatywne, ale nie mówię, że profil na NK decyduje o zaproszeniu na rozmowę lub nie. Stało się to po prostu jednym z wielu narzędzi analizy potencjalnych pracowników - kolejną podpowiedzią - nie jedyną.
Mój profil na NK jest ograniczony. Nie do przesady, ale jest. Nie pokazuję swoich zdjęć i komentarzy ludziom, którzy mnie nie znają. Nie udostępniam swojego numeru telefonu nawet im. Jeśli będą potrzebowali się skontaktować to udostępniam wystarczająco wiele dróg kontaktu.
Na wszystkich komputerach mam założone hasło. Na firmowym laptopie logowanie odbywa się poprzez czytnik linii papilarnych. Wszystkie moje sieci WiFi są zabezpieczone na kilku poziomach. Używam wielu haseł (w tym blisko 20-znakowych np. do logowania do banku). Pinów nie zapisuję. To nie jest paranoja - to zwykły rozsądek, który mnie nic nie kosztuje a odpowiednio blokuje dostęp do cennych dla mnie danych.
Nie narzekam na Googla. Używam kilku usług i nie boję się tego. To co z moimi danymi jest robione jest dla mnie jasne. Nie przeraża mnie fakt, że google potrafi podpowiadać na bazie moich preferencji wyniki wyszukiwania. Robi to w końcu automat. Ba! Dzięki temu moje życie jest łatwiejsze - nie muszę przegrzebywać kilkunastu stron wyników, skoro praktycznie zawsze to czego potrzebuję mam w pierwszych wynikach - po prostu google mnie "poznało".
Ludzie! Odpuśćcie sobie tę paranoję. Prywatność prywatnością - wystarczy używać internetu z głową. Widzieć potencjalne zagrożenia tam gdzie występują a nie w ułatwianiu życia przez internet.
Naturalnie - jeśli na NK zaczniesz rozpisywać się jak zażygałeś się u znajomego to sam jesteś sobie winien. Jeśli zrobisz to w prywatnej wiadomości - spoko. Jeśli zarejestrujesz się na jakimś "dziwnym" serwisie i zaczniesz się podpisywać imieniem i nazwiskiem - to też błąd.
Wszystko sprowadza się do rozsądku. Zanim coś zrobisz w sieci pomyśl jakie mogą być tego implikacje. Jeśli jest jakieś ryzyko - nie rób tego.
Paranoja prywatności ma jeszcze jeden aspekt - syndrom "wielkiego brata". Jest jakiś niezrozumiały dla mnie szał, że kiedyś zaczną nam wszczepiać chipy RFID. Boże! I co z tego?! Zamiast chodzić z 10 plastikami w portfelu wystarczy, że machnąłbym ręką przy kasie - czy to nie jest szybsze i wygodniejsze? Zamiast nosić pęk kluczy mógłbym machnąć ręką przed drzwiami do klatki i mieszkania. Już od dawna w firmie korzystamy z kart - kiedyś magnetycznych a od pewnego czasu zbliżeniowych. Nie wyobrażacie sobie jak to jest wygodne. Z miłą chęcią zamieniłbym to na niewielki wszczep. Po co miałbym nosić jeszcze jeden plastik?
Ktoś powie, że możliwe byłoby śledzenie co robię. Czysto teoretycznie tak. Ale co z tego? Nie mam się czego wstydzić i ukrywać a i tak już teraz noszę ze sobą kartę zbliżeniową wraz z kluczami do domu. A te z kolei wraz z bezprzewodową blokadą pojazdu. Już teraz gdyby czytniki były w każdym miejscu świata to byłbym do namierzenia. Gdyby coś mi się stało to będzie wiadomo gdzie mnie szukać.
PS. Wszyscy macie przy sobie telefony komórkowe. Jesteście do namierzenia w ciągu ułamka sekund - operator to może i są takie usługi. Wyłączenie komórki nic nie daje ponieważ i tak wtedy komunikuje się "w tle" z operatorem. Jaki sens w takim razie leży w straszeniu utratą prywatności skoro i tak już jej nie macie w takim zakresie jak 10 lat temu? I czy komuś to przeszkadza? Czy jesteście gotowi zerwać umowę z operatorem telekomunikacyjnym? Wątpię. Dlaczego? Bo żyje się lepiej! I o to w tym chodzi - żeby codzienne czynności były krótsze i prostsze.
A że wszystko ma swoją cenę? Cóż - inaczej wciąż drapalibyśmy po tyłku małpę siedzącą obok ;)